Latami myślałam, że moim największym problemem jest choroba. Dziś wiem, że bardziej niszczył mnie sposób, w jaki o sobie myślałam.

Od wczesnego dzieciństwa żyłam z łuszczycą. Przez wiele lat to właśnie ona była filtrem, przez który patrzyłam na siebie. Nie widziałam siebie naprawdę — widziałam problem, defekt, coś, co trzeba ukryć.

Najpierw ukrywałam ciało. Potem coraz bardziej ukrywałam też siebie.

Jako dziewczynka chodziłam w podkolanówkach, żeby zasłonić zmiany na nogach. Później, jako nastolatka, nawet w upały nosiłam długie ubrania. Szukałam w sklepach rzeczy z długimi rękawami i szerokimi nogawkami — takich, w których da się przetrwać lato, ale nadal zakryć ciało. Udawałam, że to mój styl. A jednak bywały momenty, że już na samym wejściu do sklepu miałam łzy w oczach, kiedy patrzyłam na piękne ubrania wiszące na wieszakach i wiedziałam, że nie kupię tego, co naprawdę mi się podobało.

Z czasem zaczęłam ukrywać nie tylko skórę, ale też swoje zdanie, spontaniczność, kobiecość i radość.

Z zewnątrz funkcjonowałam dobrze. W środku żyłam w lęku, napięciu i surowym ocenianiu siebie.

Długo wydawało mi się, że problemem jest sama choroba. Dziś wiem, że najbardziej ranił mnie sposób, w jaki o sobie myślałam.

Myślałam o sobie rzeczy okrutne. Że jestem obrzydliwa. Że jestem szkaradna. Że taka wersja mnie nie zasługuje na swobodę, lekkość ani radość. Że nawet moje przyszłe dzieci mogłyby nie chcieć takiej mamy.

Pamiętam moment, który bardzo mocno mi to pokazał. Byliśmy na wakacjach w Turcji. Piękne miejsce, wspaniały hotel, mój mąż i dziecko czekali na mnie przy basenie.

A ja stałam przed lustrem w pokoju i płakałam.

Patrzyłam na swoje ciało — czerwone ślady łuszczycy, białe plamy po leczeniu, piegi po intensywnym naświetlaniu — i czułam przede wszystkim cierpienie, nieszczęście i ogromne zmęczenie sobą.

Najbardziej bolało mnie to, że nie potrafię cieszyć się tym, co mam. Że jestem w tak pięknym momencie życia, a w środku nie czuję wdzięczności ani radości, tylko ból.

To był jeden z tych momentów, kiedy już nie da się dłużej udawać, że „jakoś to będzie”.

Przełom nie przyszedł od razu. Dojrzewał we mnie długo. Ale w pewnym momencie miałam po prostu dość życia w tej mentalnej skorupie. Dość cierpienia. Dość łez. Dość rozdźwięku między tym, co było widać na zewnątrz, a tym, co działo się we mnie.

Zaczęłam szukać drogi, która pomoże mi odzyskać to, co przez lata we mnie zacisnęło się, schowało i prawie zniknęło.

Tak trafiłam na studia podyplomowe z coachingu zdrowia. To właśnie tam poznałam Racjonalną Terapię Zachowania. Jednym z przełomowych momentów była dla mnie pierwsza Racjonalna Analiza — praca z myślami, które nosiłam w sobie od lat. Pamiętam, jak siedziałam zamknięta w łazience, żeby mieć przestrzeń tylko dla siebie i swoich emocji. Płakałam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tak wyraźnie, jak okrutnie do siebie mówię. Jakich przekonań o sobie nauczyłam się przez lata. I ile bólu z tego wynikało.

Ale zobaczyłam też coś jeszcze: że to nie jest jedyna możliwa prawda o mnie.

Zaczęłam odkrywać, że jestem czymś więcej niż skórą czy chorobą skóry. Że mam w sobie dobro, serce, relacje, miłość i wartość, której nie odbiera mi to, jak wyglądam. Następnego dnia czytałam swoją pracę na zajęciach i pamiętam, że zasłaniałam się zeszytem — jakbym nadal próbowała się ukryć. Ale już wtedy coś zaczynało się zmieniać.

Praca z przekonaniami i zdrowym myśleniem nie sprawiła, że wszystko nagle stało się łatwe. Ale zaczęła zmieniać to, co było najgłębiej: sposób, w jaki patrzyłam na siebie, mówiłam do siebie i interpretowałam to, co mnie spotyka.

A kiedy zaczął zmieniać się ten fundament, zaczęło zmieniać się także całe moje życie. Zrozumiałam wtedy coś bardzo ważnego: moje uzdrowienie nie zaczęło się od tego, że wszystko zniknęło, ale od tego, że przestałam budować swoją wartość i swoje szczęście wokół tego, co dzieje się na skórze. Nadal dbam o siebie i o swoją skórę, ale nie pozwalam już, by to decydowało o tym, jak o sobie myślę i jak żyję.

Zaczęłam wracać do większej łagodności. Do większego spokoju. Do życia, w którym nie wszystko musi być walką.

Z czasem coraz mocniej czułam, że chcę pracować z kobietami. Ta droga i ta metoda były zbyt ważne, żeby zatrzymać je tylko dla siebie. Chciałam tworzyć przestrzenie, w których naprawdę coś może się uporządkować.

Najpierw przyszła praca 1:1. Potem warsztaty. Potem wyjazdy.

W 2018 roku zorganizowałam pierwszy kameralny wyjazd dla kobiet do Indii. I wtedy bardzo mocno poczułam, że to jest moje miejsce. Od tamtej pory prowadzę kobiece wyjazdy w Polsce i za granicą — między innymi do Indii, Maroka i Hiszpanii. Każdy z nich jeszcze mocniej utwierdzał mnie w tym, że kobieta nie zawsze potrzebuje kolejnej teorii. Czasem bardziej potrzebuje bezpiecznej przestrzeni, obecności, kilku trafnych pytań i czasu, w którym może choć na chwilę przestać wszystko dźwigać sama.

Po drodze były też momenty trudne. Szukanie odpowiedzi w różnych miejscach. Wypalenie. Chwila, w której sama doszłam do ściany. Dziś wiem, że to również było częścią mojej drogi. Nauczyło mnie jeszcze większej prostoty, pokory i szacunku do prawdziwej zmiany — takiej, która nie dzieje się od wielkich deklaracji, ale utrwala się w codzienności.

To, co nas spotyka, bywa trudne. Ale ogromne znaczenie ma też to, co zaczynamy później o sobie myśleć. Jaką historię opowiadamy sobie w głowie. Jak te myśli wpływają na ciało, napięcie, odpoczynek, decyzje i codzienne życie. Dlatego zdrowe myślenie jest dla mnie fundamentem pracy — nie jako kolejne wymaganie ani „pozytywne nastawienie”, ale jako droga do większego spokoju, łagodności i realnej zmiany.

Dziś tworzę przestrzeń, której sama kiedyś potrzebowałam.

Pracuję z kobietami, którym z zewnątrz często wszystko się zgadza, a w środku żyją w lęku, wstydzie, napięciu i ciągłym siłowaniu się ze sobą. Z kobietami, które dużo wiedzą, dużo dźwigają i są zmęczone życiem w presji oraz surowości wobec siebie.

Chcę tworzyć dla nich przestrzeń, w której nie trzeba już niczego udowadniać. Przestrzeń, w której można odetchnąć, zobaczyć siebie łagodniej i wracać do życia, w którym nie wszystko musi być walką.

Towarzyszę kobietom w powrocie do większej życzliwości wobec siebie, większego spokoju i wewnętrznego oparcia. Wierzę w małe kroki i w zmianę, która z czasem przynosi prawdziwą, trwałą ulgę.

Jeśli czujesz, że to, o czym piszę, jest Ci bliskie, możesz zobaczyć, jak pracuję dziś:

Program Zdrowego Myślenia 1:1
Wyjazdy dla kobiet
Szkolenia i warsztaty dla firm

Zapraszam, spotkajmy się

Kontakt: Izabela Krawczyk, tel. 604-786-637 mail: iza @ mockobiety.pl

Pin It on Pinterest

Share This