Opowiem Ci moją historię.
Zajęło mi trochę czasu, żeby zaakceptować nową sytuację. Największą frustrację miałam z powodu moich możliwości na czas pracy.
Mam w domu 2 dzieci, jedno w wieku szkolnym, a drugi to przedszkolak. Mąż co prawda pracuje z domu, ale musi być przy kompie w godzinach pracy praktycznie non stop. Na początku te godziny były nawet dłuższe.
Złościły mnie historie w stylu: teraz możesz mieć w końcu czas na jogę, książkę, która czeka na półce i nowe hobby. Serio??? Nie, jeśli chcesz pracować i masz pełną chatę non stop.
Nie mam kiedy odpalić komputera, a tu mi wyskakują z jogą i serialami na Netflixie.
Bo mój czas na pracę to wieczory (druga zmiana hehe) i weekendy. Kończę etat “domowy” i wtedy mogę usiąść przed komputerem – gdy mąż skończy swoją pracę.
No totalnie do góry nogami.
Nie pracuję, nie zarabiam. W pracy na własny rachunek czasami nawet pracowanie nie oznacza zarabiania. Jeśli masz swoją firmę, to rozumiesz, o czym mówię…
Na początku miałam bunt, złość, frustrację. “Ale jak to?”. I pozwoliłam sobie na to. Na te spadki formy. Czasem łzy bezsilności.
Pilnowałam jednocześnie, żeby nie trwać w tym zbyt długo. Zaczęłam szukać rozwiązań.
Najpierw akceptacja. Jest jak jest. Nie jest to sytuacja wymarzona. Zaskoczyła nas wszystkich. I wszyscy odnajdujemy się w niej na nowo.
Potem czas na zweryfikowanie przekonań. Bo albo dam się ponieść tym myślom i emocjom i utknę w czarnej d… (dziurze – nie pomyślałaś chyba nic innego?), albo przejmę dowodzenie.
No jasne, że przejmuję dowodzenie!

Najpierw rzut z lotu ptaka na sytuację bieżącą.
Jaki mam realnie czas na pracę? Na co mam wpływ, a na co nie? Jakie mam emocje? Jakie myśli i przekonania pozwolą mi czuć spokój a nie frustrację i złość? A potem plan działania.
No więc jakie są te moje nowe przekonania? Skorzystaj z moich doświadczeń.
1) Robię tyle, ile jestem w stanie. Nie przeskoczę pewnych rzeczy. Działam na tyle, na ile pozwala mi sytuacja. Odpuszczam to, na co nie mam wpływu. Mój spokój jest cenniejsze.
2) Każdego dnia robię choćby mały krok naprzód, nawet jeśli mam gorszy nastrój.
3) Moje zdrowie jest ważne, dlatego pilnuję, aby wieczorny czas pracy nie wkraczał zbyt mocno w czas przeznaczony na sen. (Nie mogę pracować w każdy wieczór i weekend, bo padam na twarz – długo tak nie pociągnę.)
4) Odpuszczam pracę w niedziele (mimo że to jeden z 2 dni w tygodniu, kiedy mogę pracować w ciągu dnia). To moja decyzja. Czas z rodziną i dziećmi oraz mój odpoczynek są równie ważne. To czas, kiedy mogę naładować baterie.
5) Dbam o czas dla siebie. Taki czas ze sobą. Jest mi to potrzebne dla własnej higieny i samopoczucia. Medytuję, bo to pozwala mi się wyciszyć.
6) Mówię innym domownikom o swoich potrzebach i gorszych chwilach – dzięki temu nie wyrzucam na nich swoich frustracji. Uprzedzam ich po prostu, jeśli mam kryzys ze sobą.
7) Moje dzieci też są ważne. One też przeżywają trudne chwile. Chcę być dla nich wsparciem. A jak się z nimi bawię, jestem w nimi w 100%. Dbam o wspólne wygłupy, śmiechy i chichy.
8) No i najważniejsze. Wszystko dzieje się po coś. To też się skończy, to też jest przejściowe. W tym wszystkim jest większy sens. Ode mnie zależy, jak wykorzystam ten czas. Wiem, że trudności mogą mnie wzmocnić i rozwinąć. Nawet jeśli w danej chwili nie widzę, czemu ta sytuacja miałaby służyć. Zawsze prowadzi do czegoś większego, dobrego.
Dzięki takiemu podejściu działam ze spokojem, ba, nawet z motywacją. Robię, ile mogę. Ale dbam o siebie, dlatego robię to z radością.
Widzisz, jaką potęgą są przekonania? One podrzucają nam myśli i otwierają drzwi do konkretnych emocji. Gdy zmieniam te przekonania – zmieniam swoje nastawienie. Ja tu decyduję.